Tanzania- Wspomnienia z safari

Gdzie znajdziesz duże stada słoni? Gdzie spotkasz lwy wspinające się na drzewa? Gdzie nadal możesz cieszyć się przyrodą, w pełnej wolności, bez ogrodzeń?
Tanzania to kraj o niespotykanym bogactwie naturalnym. Chcąc zachować i utrzymać bogactwo jeszcze nietkniętej przyrody, stworzono parki narodowe.
Chcąc doświadczyć życia dzikich zwierząt, należy wsiąść do jeepa i ruszyć w drogę…

Na początek odwiedzam park Lake Manyara, który zawdzięcza swą popularność różnorodności krajobrazów i wielu gatunków zwierząt na stosunkowo małej powierzchni. Lasy, łąki i woda stanowią tutejszy krajobraz.
Lake Manyara ma nie tylko jedną z największych populacji ptactwa wodnego, ponad 400 gatunków, ale także duże stada słoni, żyraf, bawołów, zebr, hipopotamów i oczywiście antylop. Wymienione zwierzęta stanęły mi na drodze, ale nie było mi dane spotkać drapieżników, choć park słynie z lwów wspinających się na drzewa.

Z rana wsiadam do auta z napędem na cztery koła i ruszam w kierunku Serengeti. To mój kolejny przystanek.
Przewodnik Matthew dość płynnie prowadzi auto po nierównym terenie. Dzięki mobilnej telekomunikacji jest w stałym kontakcie z innymi przewodnikami jeżdżącymi po parku, dzięki czemu dość szybko napotykamy lwią rodzinkę. Leżą leniwie wśród krzaków i wyglądają na znudzonych, kiedy zatrzymujemy się tuż obok nich. Trochę to dziwne, że stoimy oko w oko z drapieżnikiem a one nic sobie z tego nie robią. Według Matthew widzą nasz samochód, jako całość, która jest zbyt duża do zaatakowania. Lwica patrzy mi prosto w oczy a jej zabójcze spojrzenie nie pozwala mi odejść, dopóki Mattew nie uruchomia silnika i jedzie dalej.
W drodze do lodge, widzimy stada zebr i antylop oraz wiele gatunków ptaków.
W środku nocy budzi mnie chrząkanie i żałosne wycie. Zwierzęta wydają się walczyć ze sobą… a ja mam wrażenie, że wszystko dzieje się tuż za oknem. Przy śniadaniu dowiaduję się, że po drugiej stronie rzeki, grupa drapieżników złapała i zabiła zwierzę, prawdopodobnie zebrę, opowiada Matthew.

Kolejny dzień w Serengeti bogaty jest w „atrakcje”. Napotkany lew, leżący w trawie wygląda zbyt spokojnie, by zaatakować. A jednak? W drodze powrotnej, właśnie w tym miejscu, widzimy rozdartą antylopę gnu i grupę sępów. Ich ostre dzioby z ciała martwego zwierza, próbują wydobyć nawet najmniejszy kawałek mięsa.
Nieopodal ogromne stada zebr i antylop gnu, szykują się do wielkiej migracji a nieco dalej, w słońcu wygrzewają się lwy i gepardy. Nie brakuje też hipopotamów i gazeli Thomsona oraz lwów siedzących na drzewach, których nie udało nam się zobaczyć w parku Lake Manyara.

Następnego ranka wstaję, kiedy na dworze jest jeszcze ciemno. Największą szansą na zobaczenie dzikich zwierząt jest wschód słońca. Matthew zaplanował dość wczesne safari. Kiedy idę do głównego budynku, natychmiast pojawia się strażnik, który odprowadza mnie na śniadanie.
Po szybkim śniadaniu wyjeżdżamy w teren. I choć na dworze jest jeszcze ciemno, Matthew dodaje gazu, zna ten teren doskonale i nim się obejrzeliśmy, znaleźliśmy się nad rzeką. Nad horyzontem pokazało się jaskrawe słońce, w moich myślach ukazała się scena z „Króla Lwa” i nagle Matthew oznajmia, że zostajemy…
W oddali majaczą ciemne kontury. To zbliżające się stado zwierząt. Hakuna Matata, słyszę z ust Matthew. Jego palec wskazuje niedalekie zarośla, w których dostrzegam ukrytą lwicę… Stado zwierząt zbliża się w szybkim tempie i wtedy tuż obok naszego jeepa, dostrzegam skradającą się, kolejną lwicę…
Lwice napinają mięśnie i przygotowują się do ataku, nagle ogromne stado antylop gnu rozbiega się we wszystkich kierunkach, pojawiają się kłęby kurzu… To walcząca lwica i gnu. Tu rządzą prawa natury, zawsze zwycięża silniejszy.

Jadąc dalej widzimy stado gnu i zebr, wyczekujących na odpowiedni moment do wędrówki. Chyba wszystkim znane są obrazki z telewizji, kiedy tysiące gnu w towarzystwie zebr wędrują w poszukiwaniu wody i jedzenia. To czas życia i śmierci, bo przecież w zaroślach czyhają drapieżnicy. Zwierzęta potrzebują się wzajemnie, antylopy gnu są dobre w poszukiwaniu źródeł wody, a zebry bezbłędnie znają drogę migracji. Zwierzęta spokojnie mogą razem „podróżować”, każde z nich zjada inną część, tego samego gatunku trawy.
Przemierzając kolejne kilometry po płaskim i trawiastym terenie Serengeti zatrzymujemy się przy kolejnych stadach zwierząt.

Droga dojazdowa do krateru Ngorongoro prowadzi wzdłuż gęstych lasów tropikalnych. Z tarasu widokowego rozpościera się niezapomniany widok na krater. Słońce ledwo schowało się za horyzontem, kiedy w oddali dojrzałam sylwetkę słonia. Nagle wokół rozległo się głośne trąbienie… Zafascynowana widokiem, nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło się ciemno. „Myślę, że lwy próbowały zaatakować małe słoniątko, padło z ust Matthew”…
Na dnie krateru występuje najwyższa koncentracja dzikich zwierząt w Afryce. Lwy, zebry, słonie, antylopy gnu, gazele to częsty obrazek, ale pośród gęsto porośniętych terenów można również zobaczyć bawoły, szakale czy hieny.

W tutejszych wodach pławią się hipopotamy i brodzą flamingi. Nic dziwnego, że Ngorongoro krater to jeden z siedmiu afrykańskich cudów.
Nie brakuje tu zwierząt, obszar bogaty jest w żywność, często można też spotkać Masajów, przedzierających się przez zarośla w swych jaskrawo czerwonych strojach.

Matthew robi wszystko, by spotkać nosorożca, którego brakuje nam do kompletu wielkiej piątki.
Kiedy dzień zbliżał się ku końcowi a żadne z nas nie miało już nadziei na spotkanie z nosorożcem, tuż obok naszego jeepa, pojawił się prehistoryczny olbrzym. Bateria mojego aparatu była już pusta… Wtedy postanowiłam dokładnie przyjrzeć się jemu z bliska. Nieokreślony kolor skóry, delikatne rzęsy nad oczyma… nawet bez pamiątkowej fotki, nigdy tego nie zapomnę.
Park Tarangire ma największą gęstość zaludnienia słoni w Afryce. Jego rzadka roślinność, usiana wielowiekowymi baobabami sprawia, że jest to piękna i wyjątkowa lokalizacja.


Oprócz licznych grup słoni, nie brakuje innych dzikich zwierząt jak i kolorowej ptasiej „procesji”. Spotkaliśmy wiele żyraf, przyzwoitą liczbę lwów, duże grupy gazeli, impali, zebr, strusie, pawiany, perliczki, guźce, najmniejszą antylopę dik dik, wiewiórki, świstaki i wiele ptaków: pelikany, marabuty, orły i sępy.

Na afrykańskiej sawannie spędziliśmy nieco ponad tydzień. To była bezcenna podróż w towarzystwie fantastycznego kierowcy. Matthew odkrył przed nami tajemnice sawanny i zaszczepił miłość do Czarnego Lądu. Spełniał nasze najskrytsze marzenia a godziny spędzane w samochodzie, urozmaicał afrykańskimi opowieściami. I choć różni nas wiele i dzielą tysiące kilometrów, w naszym sercu pozostanie już na zawsze. Takiego przewodnika życzymy każdemu, wybierającemu się na safari.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.