Tanzania, czy polecam safari?

Afryka! Nieskończona sawanna. Lwy i słonie… o takiej podróży marzyłam już od dziecięcych lat.

Podróż do Tanzanii była moją pierwszą afrykańską przygodą i przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Kontakt z mieszkańcami, podziwianie zapierających dech w piersiach krajobrazów, spotkania twarzą w twarz z dzikimi zwierzętami, egzotycznymi ptakami, tego nie da opisać się słowami.

Tanzania to bez wątpienia mekka safari, możliwości jest sporo. Parki są tu pokaźnych rozmiarów, zwłaszcza nieskończone równiny Serengeti i przestrzenie krateru Ngorongoro. Różnorodność zwierząt jest ogromna.
Oprócz spotkania z „wielką piątką” możesz również doświadczyć jednego z cudów Afryki: wielkiej migracji!

Każdego roku tysiące antylop gnu, w bliskim towarzystwie drapieżników, migruje z Tanzanii do Kenii w poszukiwaniu wody i pożywienia. Widok tak dużej grupy zwierząt jest niezapomniany. Ziemia drży pod ich kopytami, kłęby kurzu wznoszą się ku górze, grzechot kopyt i odgłosy zwierząt, namacalne napięcie i strach w stadzie, imponujące przeżycie. Wtedy czułam się jakbym wygrała lot na loterii, że dane jest mi obserwować zwierzęta w ich naturalnym środowisku. To najbardziej tajemniczy spektakl natury, jaki kiedykolwiek widziałam.

Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że może być tak jak na filmach w National Geografic a tak właśnie było, kiedy wczesnym rankiem „załapaliśmy się” na lwie polowanie. Przed nami rozgrywała się niezwykła scena, lwica zaatakowała bezbronne gnu… lwica chwyta antylopę za szyję i demonstruje swoją siłę. Ku mojemu zaskoczeniu byliśmy jedynymi świadkami tego spektaklu.

Porównując safari w Tanzanii z tymi w Parku Krugera, zdecydowanie polecam Tanzanię, gdzie drogi są gruntowe a na safari wyjeżdża się tylko i wyłącznie autem z napędem na cztery koła. To prawdziwie naturalne środowisko, gdzie działają bezlitosne prawa natury. Pod okiem doświadczonego przewodnika, który zna sygnały natury i potrafi wyśledzić prawie każde zwierzę, możesz podejść bliżej zwierząt w sposób odpowiedzialny i optymalnie przeżyć safari.

Jakże inaczej wyglądało to w Parku Krugera. Po asfaltowych drogach jeżdżą nie tylko turyści, ale i tubylcy, korzystając z prywatnych aut. Nie każdy odwiedzający szanuje prawa parku i zwierząt. Zwiedzających jest tu znacznie więcej. Pamiętam korek na jednej z dróg, około 30 samochodów przyglądających się jednej lwicy. Co prawda safari w Parku Krugera jest za pewne łatwiejsze do zorganizowania samemu, ale jak dla mnie ingerowanie człowieka w naturalne środowisko zaszło tu zbyt daleko.

Byłam na safari już kilkakrotnie, aparatem udało mi się „upolować” wiele zwierząt. Jedno wiem na pewno, bakcyla safari połknęłam już w Tanzanii, kiedy po raz pierwszy przekraczałam bramy tutejszych parków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.