Khao Sok, Tajlandia niczym raj

Dziewicza przyroda, niezwykłe piękno i niezapomniane chwile w jednym z najstarszych lasów deszczowych na naszej planecie.

Wczesnym popołudniem dojeżdżamy do Parku Narodowego Khao Sok, gdzie spędzimy kolejne dwie noce. Nie ma tu wielkich hoteli, neonowych reklam i rzeszy turystów… Cisza, spokój i ogromny tropikalny las, od razu zwracają naszą uwagę. Na skraju parku, stoją małe domki na palach a wokół tylko odgłosy dżungli. Czyżbyśmy trafili do raju?

Szybki obiad i już po godzinie, właściciel pakuje nas „na pakę” swego chevroleta, ruszamy na pierwsze spotkanie z dżunglą. Mijamy plantacje palm i kauczuku, wokół nas ogromne wapienne góry i bujna tropikalna roślinność. Dojeżdżamy do rzeki, gdzie czeka na nas przewodnik z kajakiem. Usadawiamy się wygodnie w siedliskach i wsłuchani w opowieść doświadczonego wioślarza, wyruszamy…
Już po kilku metrach, pośród gęstych liści mijającego przez nas drzewa, dostrzegamy węża. Po drodze spotykamy różne gatunki ptaków, motyli, żaby i jaszczurki. Wsłuchując się w odgłosy dżungli, podziwiamy otaczający nas krajobraz. Poszarpane, wapienne szczyty, robią niesamowite wrażenie. Wokół nas, rozpościera się imponujący obszar dziewiczej natury, która od wielu, wielu lat, pozostaje niezmieniona.

Następnego dnia wyruszamy w samo serce tajskiej dżungli. Jezioro Cheow Lan jest naszym celem. To sztuczny zbiornik, utworzony na potrzeby bliskiej elektrowni a obecnie jedna z największych atrakcji turystycznych parku Khao Sok.
Lokalną łodzią płyniemy wzdłuż imponujących formacji wapiennych, wystających tu i ówdzie z krystalicznie czystej wody, mijamy małe zielone wysepki. Jesteśmy pod wrażeniem otaczającej nas scenerii i panującego tu spokoju.
Przewodnik cumuje łódź i pieszo przeprawiamy się przez kolejny kawałek dżungli. W ciemnym, gęstym lesie, spotykamy kameleony, wiele owadów i figlarne małpy, które skaczą z jednej gałęzi na drugą, popisując się swymi umiejętnościami. Nad naszymi głowami szybuje jakiś stwór, to latająca jaszczurka.  Ten typ pomiędzy przednimi a tylnimi nogami, posiada błony lotne i pomimo tego, że swym wyglądem przypomina tylko spadającego liścia, potrafi przemieścić się nawet do 12 metrów.
Docieramy do jeziora, gdzie czeka nas przeprawa bambusową tratwą. Po drugiej stronie jeziora zwiedzamy jaskinię.
Drugą część dnia spędzamy w małej osadzie, zbudowanej na jeziorze. Sceneria niczym z bajki. Małe, kolorowe domki nie mają żadnych wygód, na podłodze leży tylko materac i nic poza tym… Za to otaczające krajobrazy są z najwyższej półki. Ogromne wapienne klify, porośnięte dziką, azjatycką puszczą i krystalicznie czysta woda jeziora Cheow Lan. Nie ma tu turystów. Jesteśmy sami. Mamy czas na kąpiel w jeziorze a nawet krótki rejs kajakiem. Spędzamy cudowne chwile. Niesamowite piękno i bliskość dzikiej przyrody, na długo pozostanie w mojej pamięci.

Zaraz po śniadaniu ruszamy na pieszą wyprawę po tajskiej dżungli. To doskonała okazja, by z bliska przyjrzeć się florze i żyjącej tu faunie. Nasz przewodnik Jay to filigranowy Tajlandczyk, który swoim wyglądem bardziej przypomina rozbrykanego nastolatka aniżeli doświadczonego przewodnika. Pierwsza część trasy prowadzi przez lasy bambusowe. Jay już „od progu” biega z krzaczka na krzaczek i pokazuje nam zamieszkałe tam pająki, i motyle. Z wielkim entuzjazmem opowiada o egzotycznych roślinach, drzewach i napotkanych drobnych zwierzętach. Na naszej trasie spotykamy też małpy, kameleony i latające jaszczurki. Zdecydowanie to jego teren, czuje się jak u siebie w domu.
Przedzieramy się przez gęsty las i dochodzimy do małego jeziorka. Jay nerwowo spogląda wokół siebie, ale po chwili namysłu daje nam znak, że możemy skorzystać z kąpieli. Tymczasem on sam, bierze się do pracy… z dżungli dochodzą nas odgłosy rąbanego drzewa. Czyżby miał w planie targać wiązki drewna aż do domu?
Nie, po chwili wszystko staje się jasne. Kiedy my pozwalamy sobie na relaksującą kąpiel, on rozpala ognisko i przygotowuje nam posiłek. Po dłuższej chwili zaprasza nas „do stołu”, gdzie stoi zastawa wystrugana z bambusa… Nigdy nie zapomnę tej chwili, kiedy podano mi kawę w bambusowym kubku, w samym środku tajskiej dżungli. Przez chwile poczułam się jak w raju. Bliskość przyrody, zapierający dech w piersiach krajobraz i powrót do pierwotnego stylu życia, znanego nam tylko z książek i filmów.

Kiedy po przeciwnej stronie jeziora rozległy się jakieś szmery, zamarliśmy. Na szczęście to tylko małpy chciały podejrzeć, kto próbował wkroczyć na ich terytorium. Wtedy Jay, wskazał nam na drzewo tuż nad naszymi głowami, gdzie na jednej z gałęzi smacznie spał sobie ogromny pyton.
W drodze powrotnej Jay szedł wciąż za nami i czasem chował się za drzewa. Wtedy jeszcze nikt z nas nie wiedział, że szykuje nam kolejną niespodziankę. Przed wyjściem z dżungli, wręczył mi prezent, opakowany w wielkim, zielonym liściu. Tego dnia poznałam Jaya na tyle, że mogłam spodziewać się wszystkiego… Już miałam przed oczyma jakiegoś zgrilowanego robaczka, ale kiedy otworzyłam zawiniątko, moim oczom ukazała się bransoletka, spleciona z wąziutkich nitek bambusa. Niesamowicie misterna robota!
Chwile tu spędzone, na zawsze pozostaną w mej pamięci.
Kha Sok to fantastyczne miejsce na aktywne spędzenie czasu, gdzie piękno dziewiczej przyrody, powoduje, że możemy poczuć się jak w raju!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.